chyba przez te filmy i książkę, ale mam ochotę cofnąć się do czasów, kiedy mogłabym upiec ciasteczka, zaprosić koleżanki na herbatę podawaną przy specjalnym stoliku nie używanym do niczego innego, przywdziać coś zgrabnego z milionem halek, gorsetów, koronek...i poczuć się elegancko.
i jeszcze mnie, Marie i moich rodziców nawiedził jakiś flow na gadanie o małżeństwach.
a ja jestem łobuz, hultaj! chociaż bardzo chętnie-pierwsza kobieta w spodniach.